Wiecie co ? Miałam dość opowiadań w, których wstępują zespoły Rock'owe. Może nie tyle co dość, bo sama kocham je czytać, ale jest ich tak dużo, że ja zechciałam napisać coś zupełnie innego ...
--------------------------------
Obudziłam się. Pierwsze co poczułam to ból. Cholerny ból brzucha, który nie dawał Mi spokoju. Szybko usiadłam próbując głęboko oddychać. Na nic. Bolało coraz gorzej, a ja nie wiedziałam co robić. Po chwili to dziwne uczucie...pobiegłam do łazienki, stanęłam kurczowo nad sedesem i...nie będę pisać bo to jasne. Może i pomogło, ale nadal bolało, a ja nadal miałam uczucie jakbym miała jeszcze raz zwrócić... Trudno. To żadna podstawa dla Mojej matki . Mogę mieć 40°C gorączki, ale nie. Szkoła jest ważniejsza. Matka nigdy nie starała się Mnie zrozumieć. Była z Ojcem po rozwodzie. Z Nim widziałam się tylko w weakendy, a każdy Weakend z Nim był wspaniały. Dogadywałam się z Nim nienagannie, byliśmy zgodni w każdym stopniu, czy muzyka, czy religia, poglądy na świat. Wszystko. To On, nauczył Mnie grać na gitarze, pokazał Mi Van Halen, Aerosmith, Guns N' Roses i wiele innych zespołów które uwielbiam, ćwiczy ze Mną głos, nawet czasami śmiejemy się iż Mój jest damskim zamiennikiem skrzeku Axl'a Rose'a. Faktycznie, ich piosenki szły Mi najlepiej, ale w każdym stopniu wolałam styl gry Eddie'go Van Halen'a . Sam fakt i grał w taki sposób nie znając żadnej nuty, rozpierdalał Mnie. Na szczęście dziś piątek i już wieczorem oderwę się od Tego chujowego domu. Wyszłam z łazienki. Wyciągnęłam z szafy koszulkę z mordką Gene'go Simons'a, zarzuciłam na Nią flanelową czerwoną koszulę. Potem moje skórzane czarne rurki, no i czerwone trampki. Podeszłam do lustra, swoje błękitne oczy podkreśliłam czarną kredką, delikatnie przy zdobiłam powiekę czarnym cieniem, a usta musnęłam bezbarwnym błyszczykiem. Moje lekko kręcone długie, jasno brązowe włosy związałam w zgrabny kucyk. Spojrzałam w lustro i westchnęłam. Byłam pewna uwag matki co do mojego ubioru. Szybko chwyciłam swoją wojskową torbę i zbiegłam na dół.
-Cześć Mamo . -Wybąkałam dochodząc pośpiesznie do drzwi domu, liczyłam iż nie zauważy mojego stroju, na marne.
-Eve ! Jak Ty jesteś ubrana. - Posłała mi zabójcze spojrzenie.
-Normalnie. Dzisiaj idę do taty. Mogę. -Warknęłam trzymając jedną ręką klamkę.
-Dziecko. Ten facet Cię psuje. On Cię sprowadza na złą drogę. - Zaczęła znów coś pierdolić o wierze, o Bogu, że nie powinnam, że słucham muzyki szatana...normalność w każdy piątek. Aby uniknąć dalszej rozmowy wybąknęłam tylko:
-Dobrze, wiem.. - I w tym momencie zobaczyłam jedyną rozumiejącą Mnie istote w tym domu. Eddie, mój kochany Dog Niemiecki. Ogromne, śliniące się bydle, które jako jedyne w tym domu, potrafiło Mnie wysłuchać, zawsze rozumiało i wspierało. Matka zawsze go nienawidziła, to normalne. `Eve weź go !` `Eve zabije tego kundla.`. Nigdy bym na to nie pozwiliła. Szybko pare razy zacmokałam i po chwili ogromne psisko było tuż prz mojej nodze. Zaczęłam go drapać za uchem pomrukując:
-Kto jest najzajebistszym kurwa pieskiem.? No Eddie, tak Eddie.-oczywiście mówiłam to na tyle cicho, by Ona nie usłyszała. Po chwili szybko przytuliłam Edd'a . Uniosłam jego ucho ku górze i prosto no niego szepnęłam .
-Będe po szkole. Wytrzymasz. Kocham Cię. - pocałowałam psa w czubek nosa. - Mamo, wychodze.
- Idź..- mòwiła całkowicie obojętna. Szybko pogłaskałam psa ostatni raz, włożyłam ramoneske i wyszłam. Miałam niecałe 20 minut drogi do szkoły, także mijało Mi to zazwyczaj szybko. Tak właśnie szłam rytmicznie nucąc sobie pod nosem ukochane Dream On. Gdy słyszałam gitare w tej piosence, oraz tą zajebistą zmiane wysokości głosu Tyler'a w końcówce piosenki dostawałam ciar. Z ojcem często ćwiczyliśmy zmianę tonacji właśnie na tej piosence, ale z moją chrypą dużo lepiej Mi szły `nuty` Guns N' Roses. Moją ulubioną była chyba Sweet Child O' Mine. I do tego to Intro, które już na swojej gitarze grałam z pamięci. Lecz od jakiegoś czasu skupiam się, na rozegraniu solówki '316' Eddiego VH. Ciężko, ale wierzę, że kiedyś dam radę. Rozmyślałam tak, i tajemniczym sposobem znalazłam się tuż pod wejściem do szkoły. Tam zobaczyłam garstke nowych kolesi. Rok starsi, są u Nas od poniedziałku. Joey Newton i reszta zespołu "The Mode". Tak, właśnie tak się nazywali, mieli kapele rockową, szło Im...nieźle. Problem jest jeden, nie widzieli jeszcze `prawdziwej Mnie`. Prze te 4 dni byłam popychadłem, obiektem żartów. Norma. Zarzuciłam kostke na plecy i ruszyłam ze spuszczoną głową do wejście. Usłyszałam pare gwizdów, a potem głos Newtona:
- Patrzcie chłopcy, nowa laska, słuchająca dobrej muzy. - podszedł do Mnie, a Ja nadal miałam twarz przysłoniętą włosami. -Jak masz a imię kotku ?
Szybko podniosłam głowę ukazując twarz.
-Daj spokój Joey ! - wybąknełam.
-O kurwa, chłopaki, to mała Eve. Od kiedy Ty...ehm..jesteś...Taka ?
-Od dawna. Nie moja sprawa, że patrzyłeś tylko na to jak wyglądam i byłeś za głupi by odkryć to jaka naprawdę jestem ... -zmierzył Mnie wzrokiem po chwili zaczął wywiad.
-Mhmm....Instrument ?
-Gitara .
-Wokal?
-Czasem.
-Zaśpiewaj .
-Nie.
-No kurwa śpiewaj Mała.! -zaczął na Mnie maniakalnie wrzeszczeć. Tylko spojrzałam Mu w oczy.
-A jak nie, to co ? - przymrużyłam powieki.
-Nic. Po prostu zaśpiewaj.
-Eh...-zachrząkałam i po chwili z Moich ust wypływały słowa Mr. Brownstone. Zakończyłam po refrenie. Chłopak tylko się uśmiechnął. - Co ? No kurwa przestań się tak uśmiechać. - zaśmiał się cicho.
-Dobra jesteś.- uniósł jeden kącik ust ku górze. Ja tylko zaśmiałam się ironicznie i spuściłam głowę.
-Daj spokój. Wczoraj jeszcze szarpałeś Mną i non stop do Mnie coś miałeś. Teksty w stylu "Jakiego Disco słuchasz" czy "To nie miejsce dla sztywniaków" Ci się już znudziły ? Jesteś żałosny ! Dla Ciebie liczy się tylko to, jak wyglądam! -zaczęłam się drzeć. - Czy kiedykolwiek zapytałeś Mnie czego słucham ? Co lubię ? Czy jestem taka naprawdę, czy robię to bo muszę ? Nie ! Nigdy nawet nie próbowałeś. A teraz widzisz Mnie taką i próbujesz zagadać. Pierdol się. Pierdolcie się wszyscy. - i weszłam do szkoły. Pośpiesznie przemierzając korytarz aby jak najszybciej dosrać się pod pracownie chemiczną. Nie miałam tu przyjaciół, zawsze byłam sama!
Odłożyłam pod drzwi klasy plecak i usiadłam na ziemi chowając twarz w kolanach. Było Mi tu źle. Cholernie źle. Nikt Mnie nie rozumiał prócz mojego ojca. Żałowałam, że mogłam widzieć się z Nim tylko w weekendy. Po chwili usłyszałam dzwonek na lekcje. Wstałam, złapałam plecak i stanęłam obok drzwi. Spuściłam głowę. Nagle gdzieś koło swojego ucha usłyszałam gładki męski głos znany już Mi.
-Cześć. -Na dźwięk tego słowa gwałtownie uniosłam głowę. Zobaczyłam twarz Michaela Schenfild'a. Najlepszy przyjaciel Joey'a. Będe szczera, jako jedynego z całego zespołu go lubiłam . Czemu ? Niesamowicie przystojny, do tego czasem starał się Mnie bronić, nie pozwalał przekroczyć chłopaką granicy. Pamiętam dokładnie..ich pierwszego dnia w szkole, posunęli się do tego iż prawie zdjęli Mi bluzkę. Michael ich powstrzymał.
-Kurwa. Cześć. A tak właściwie, czy Ty nie powinieneś być na zajęciach dla trzecich klas ? -zapytałam podejrzliwie.
-Nie. Wyjebali Mnie. Jestem zbyt leniwy jak na trzecią klase liceum. Przenieśli Mnie rok w tył. Mamy taki sam plan zajęć. -'Świetnie' pomyślałam. Zajebiście. Po chwili zobaczyłam pana Pain'a . Otworzył.Nam drzwi do praciwni. Weszłam do środka, za Mną Mike. Po wejściu do klasy wpisałam się na listę obecnych i ruszyłam do swojej ostatniej ławki, którą zawsze zajmowałam sama. Po chwili zobaczyłam jak Schenfild zbliża się do Mnie. Stanął przy ławce.
-Mogę tu usiąść ? -wskazał na wolne miejsce. Ja tylko westchnęłam.
-Jeśli musisz. -no i usiadł. Ja szybko wyciągnęłam zeszyt i podręcznik. Zrobił to samo. Otworzyłam zeszyt na ostatniej stronie. Wyciągnęłam ołówek i razem z pierwszymi słowami nauczyciela zaczęłam coś bazgrolić na ostatniej okładce zeszytu. Po chwili spod mojego ołówka wychodziło logo Van Halen. Poczułam wzrok Michaela na swojej ręce i przerwałam. Spojrzałam na Niego. Spod jego gęstych, długich blond włosów było widać piękne zielone oczy. Kurwa, co ja pierdole. Szybko odwróciłam wzrok. Ten złapał Mnie za dłoń.
-Co chcesz? -wyszeptałam.
-Żebyś na Mnie spojrzała. -odpowiedział równie cicho. Posłuszne odwróciłam głowę, ten spojrzał Mi w oczy. Nadal cicho wyjąknął-Jesteś śliczna.-Co ? O co mu kurwa chodzi ?
-Ty chyba sobie kurwa żartujesz ?! -wykrzyczałam wstając. Po chwili zobaczyłam, że wszystkie osoby z sali przeniosły wzrok na Mnie. Łącznie z nauczycielem.
-Panno Hamilton, może pani powie wszystkim, z czego żartuje sobie pan Schenfild. ?!-powiedział doniosłym i wyraźnie szorstkim głosem.
-Nie. Lepiej nie. -wzięłam do ręki podręcznik i zeszyt, sięgnęłam po kostkę i wyszłam z klasy. Słyszałam z sobą głos nauczyciela, ale olałam to . Chuj. Usiadłam w kącie na korytarzu. Podciągnęłam kolana pod brodę i schowałam w Nich twarz . Po chwili poczułam czyjąś rękę na ramieniu.
-Nie płacz. -gwałtownie uniosłam głowę. Przed sobą zobaczyłam twarz Joeya .
czwartek, 17 stycznia 2013
Rozdział 1 .
Subskrybuj:
Posty (Atom)